Czyli ja.
Obejrzałam dzisiaj zdjęcia z przed półtora roku mniej więcej.I jestem załamana i smutna.
wyglądam obecnie jak chodzący koszmar. Poszerzam się wszędzie. Jest mi z tym źle i wiem że ja muszę coś z tym zrobić nikt za mnie tego nie zrobi.
A teraz coś od Pani LULU:
BABCCCIA, ,HHDEEEE3, ŁUCJJA
66.GGFSSADFHK
TMVVVVVVWWWWWWGRXZXXZCV
KONIEC
witaj zabłąkaną istoto poszukująca w internecie czegoś ważnego.Prawdopodobnie trafiłaś tu przez przypadek więc jeżeli szukasz czegoś bardzo ważnego i nie masz czasu na czytanie mojego bloga w skrócie napisze o czym traktuje. Więc jest to taki sobie pamiętniczek kobiety, która stała sie żoną i matką, której czasami życie wymyka się z pod kontroli
sobota, 22 listopada 2008
poniedziałek, 17 listopada 2008
poprawa
jutro idziemy na kontrole z panią Lulu. Dzisiaj wyraźnie dziecko wróciło do formy. Jutro mam nadzieje usłyszeć dobre wieści.
W sobotę zakupiliśmy nawilżacz powietrza żeby mieć wilgotność oki. okazało się że według maszynki wilgotność jest w normie.
czasami mam ochotę zając się fotografią tak bardziej hobby ale poważne.Takie wiecie dorosła pasja-czy coś w ten deseń.
Ale jak sobie tak myślę ile to kosztuje i ile trzeba się nasiedzieć przy kompie to mi mija ochota mieć hobby. Przecież ja jeszcze nie mam wywołanych zdjęć ślubnych.nie wspomnę o zdjęciach swego dziecka. i za cholerę nie wiem czemu. nie sorki wiem. jestem chora na zmęczenie. jestem notorycznie niewyspana, zmęczona, znudzona, zdenerwowana i pewnie jeszcze masa innych przymiotników by do mojego portretu pasowała ale jakoś mi do głowy nie przychodzą.
A jedyne miejsce w którym mogę przeklinać to blog - pani lulu chodzi i powtarza wszystkie usłyszane wyrazy- dlatego przepraszam za ewentualne wstawki.
W sobotę zakupiliśmy nawilżacz powietrza żeby mieć wilgotność oki. okazało się że według maszynki wilgotność jest w normie.
czasami mam ochotę zając się fotografią tak bardziej hobby ale poważne.Takie wiecie dorosła pasja-czy coś w ten deseń.
Ale jak sobie tak myślę ile to kosztuje i ile trzeba się nasiedzieć przy kompie to mi mija ochota mieć hobby. Przecież ja jeszcze nie mam wywołanych zdjęć ślubnych.nie wspomnę o zdjęciach swego dziecka. i za cholerę nie wiem czemu. nie sorki wiem. jestem chora na zmęczenie. jestem notorycznie niewyspana, zmęczona, znudzona, zdenerwowana i pewnie jeszcze masa innych przymiotników by do mojego portretu pasowała ale jakoś mi do głowy nie przychodzą.
A jedyne miejsce w którym mogę przeklinać to blog - pani lulu chodzi i powtarza wszystkie usłyszane wyrazy- dlatego przepraszam za ewentualne wstawki.
piątek, 14 listopada 2008
chorujemy
mała jest chora byłyśmy u lekarza okazało się że ma zapalenie krtani.
Na szczęście leczymy się bez antybiotyków.
Mała teraz ogląda Reksia, jak nigdy spokojna. Zaczęła jeść (kisiel marchewkowy domowej roboty) pewnie to lekarstwa działają, w ciągu dnia głównie coś popijała ale też bardzo mało jak na jej możliwości no i nic nie jadła.
Na szczęście leczymy się bez antybiotyków.
Mała teraz ogląda Reksia, jak nigdy spokojna. Zaczęła jeść (kisiel marchewkowy domowej roboty) pewnie to lekarstwa działają, w ciągu dnia głównie coś popijała ale też bardzo mało jak na jej możliwości no i nic nie jadła.
czas mija C.D.
No wiec po weekendzie w Olsztynie wróciliśmy do Gdańska, ale nie sami. Przyjechali do nas: Mama HazBonda wraz z Markiem.
Tak więc napięty plan mieliśmy.chcieliśmy pojechać w poniedziałek do aquaparku ale okazało się jak już byliśmy na miejscu że jest taka ilość ludzi że nie ma co stać w kolejce.
wybraliśmy sie więc na spacer nad morze na molo w Brzeźnie. Po drodze zaliczyliśmy sklep spożywczy co by nam jedzenie nie zabrakło.
wieczorem teściowa pojechała na imprezę do swojej serdecznej koleżanki a my siedzieliśmy sobie w domku.
We wtorek 11 listopada zaliczyliśmy paradę. fajnie było, lulek głaskał konia, ale nie chciała usiąść. nie dziwie się tez bym miała pietra. po paradzie spotkaliśmy się z Teściową i jej koleżanką na spacerku wzdłuż morza.
Tak więc napięty plan mieliśmy.chcieliśmy pojechać w poniedziałek do aquaparku ale okazało się jak już byliśmy na miejscu że jest taka ilość ludzi że nie ma co stać w kolejce.
wybraliśmy sie więc na spacer nad morze na molo w Brzeźnie. Po drodze zaliczyliśmy sklep spożywczy co by nam jedzenie nie zabrakło.
wieczorem teściowa pojechała na imprezę do swojej serdecznej koleżanki a my siedzieliśmy sobie w domku.
We wtorek 11 listopada zaliczyliśmy paradę. fajnie było, lulek głaskał konia, ale nie chciała usiąść. nie dziwie się tez bym miała pietra. po paradzie spotkaliśmy się z Teściową i jej koleżanką na spacerku wzdłuż morza.
środa, 12 listopada 2008
czas mija
Jest już 12 listopada a mnie się cały czas wydaje że dopiero co byłam w aquaparku...
No ale koniec z lenistwem czas się zabrać do roboty.
6 listopada pojechałam do Olsztyna, bo musiałam zęba naprawić( aby go całkiem nie stracić). Nocowałam z lulkiem u Teściów. Pierwsza noc spoko zero problemu z zaśnięciem, w nocy trochę wiercenia się ale nie było źle.
W piątek postanowiłam po dentyście odwiedzić stare śmieci a dokładniej funfele z czwartego piętra. tak też uczyniłam i chyba tu też popełniłam błąd.Mała staneła pod naszymi starymi drzwiami i była bardzo zdziwiona że tam nie wchodzimy. Potem do teściów przyjechał Paweł z Pauliną i Mają. A wieczorem Lulek nie mógł zasnąć. Cały czas usiłowała wyjści z pokoju. Na szczęćie przyjechał HazBond i dołączył do nas. Troche sytuacja sie uspokoiła i mała po chyba 30 może 50 min zasnęła.
Sobota mineła nam na spacerze po Kortowie. Mimo spaceru pani Lulu nie zrobiła w lulu. No i wieczorem zaczął sie koszmar. Lulek na zmiane to raz zadowolony to zmęczony i płaczliwy. po godzinie takiego naprzemiennego nastroju doszło do kumulacji i erubcji płaczu, ale to takiego że bałam się że małej cos jest. była cała czerwona nie tylko na twarzy, z nosa leciał karar, a na dodatek co jakiś czas jakby brakowało jej oddechu- taki bezdech- po czym wybuchała na nowo rykiem. poprostu koszmar. nie wiem ile trwało uspokajanie jej napewno pomogło umycie twarzy chlodna wodą, Odnalezienie kulki, podarowanie jej gumki do włosów oraz zabawa w domek pod kołdrą. Na szczęście po jakimś czasie zasnęła.
Jak to mówią tonący brzytwy się chwyta.
W niedziele zajełam sie pakowaniem , ganianiem po schodach za Panią Lulu, szybkim spacerem.No i naszczęście wieczorem dotarliśmy do gdańska. Dziecko odrazu kazało sobie włączyć " FIFI niezapominajke" i było spokojne jak anioł. Zasnęła bez żadnego problemu.
Problem z zaśnięciem przypisuje paru wydarzeniom :
1. odwiedziny u Tomka, na starych śmieciach i brak możliwości wejścia do starego mieszkania.
2. odwiedziny Mai.
3. brak ulubionych bajek .
4. brak możliwości wprowadzenia rytuałów.
C.D.N
No ale koniec z lenistwem czas się zabrać do roboty.
6 listopada pojechałam do Olsztyna, bo musiałam zęba naprawić( aby go całkiem nie stracić). Nocowałam z lulkiem u Teściów. Pierwsza noc spoko zero problemu z zaśnięciem, w nocy trochę wiercenia się ale nie było źle.
W piątek postanowiłam po dentyście odwiedzić stare śmieci a dokładniej funfele z czwartego piętra. tak też uczyniłam i chyba tu też popełniłam błąd.Mała staneła pod naszymi starymi drzwiami i była bardzo zdziwiona że tam nie wchodzimy. Potem do teściów przyjechał Paweł z Pauliną i Mają. A wieczorem Lulek nie mógł zasnąć. Cały czas usiłowała wyjści z pokoju. Na szczęćie przyjechał HazBond i dołączył do nas. Troche sytuacja sie uspokoiła i mała po chyba 30 może 50 min zasnęła.
Sobota mineła nam na spacerze po Kortowie. Mimo spaceru pani Lulu nie zrobiła w lulu. No i wieczorem zaczął sie koszmar. Lulek na zmiane to raz zadowolony to zmęczony i płaczliwy. po godzinie takiego naprzemiennego nastroju doszło do kumulacji i erubcji płaczu, ale to takiego że bałam się że małej cos jest. była cała czerwona nie tylko na twarzy, z nosa leciał karar, a na dodatek co jakiś czas jakby brakowało jej oddechu- taki bezdech- po czym wybuchała na nowo rykiem. poprostu koszmar. nie wiem ile trwało uspokajanie jej napewno pomogło umycie twarzy chlodna wodą, Odnalezienie kulki, podarowanie jej gumki do włosów oraz zabawa w domek pod kołdrą. Na szczęście po jakimś czasie zasnęła.
Jak to mówią tonący brzytwy się chwyta.
W niedziele zajełam sie pakowaniem , ganianiem po schodach za Panią Lulu, szybkim spacerem.No i naszczęście wieczorem dotarliśmy do gdańska. Dziecko odrazu kazało sobie włączyć " FIFI niezapominajke" i było spokojne jak anioł. Zasnęła bez żadnego problemu.
Problem z zaśnięciem przypisuje paru wydarzeniom :
1. odwiedziny u Tomka, na starych śmieciach i brak możliwości wejścia do starego mieszkania.
2. odwiedziny Mai.
3. brak ulubionych bajek .
4. brak możliwości wprowadzenia rytuałów.
C.D.N
niedziela, 2 listopada 2008
zaduszki
Jakoś od dwóch lat nie miałam okazji być na grobach swojej rodziny. Strasznie mi głupio z tego powodu.niestety obecnie przejazd do Katowic, Łodzi, Brzegu Dolnego czy Lublina jest troszkę bardzo utrudniony.
ze względu na to że nigdzie się nie wybraliśmy.spędziliśmy ten weekend bardzo aktywnie.
W piątek HazBond miał wolne to też pojechaliśmy do aquaparku w Sopocie. Mała się tak rozkręciła że wyszliśmy po dwóch i pół godzinie ciągłego siedzenia w wodzie.
W sobotę jako że było święto i wszystko pozamykane, pojechaliśmy zwiedzać Gdańsk, Ale nie starówkę. Jako że nie znamy miasta jazda tramwajami pomaga na się go trochę nauczyć. poza tym jeżeli bedziemy kupować mieszkanie bedziemy znać troche wiecej dzielnic. wieczorkiem byliśmy pod brama stoczni i przy pomniku stoczniowców był ślicznie oświetlony ale niestety w aparacie siadły bateriie a w komórce ledwo zipał więc zdjecia są marniutkie.
W niedzielę to znaczy dzisiaj pojechaliśmy też do AQua Parku ale na krócej pani lulu tak szalała że głowa mała, sama juz pływa w kole ratunkowym, oczywiście jej nie odstepujemy na krok, nie boi sie jak na nia woda pryska, no i wogóle dzisiaj to już mało brakowało żeby ściany przestawiała. Dzisiaj czuła sie bardzo pewnie. Po basenie pojechaliśmy do Gdyni do Awarium czy Oceanarium które sie mieści przy skwerze Kościuszki. Rybki mi sie bardzo podobały, Lulkowi także nie wspomne o HazBondzie który jest zakochany w rybach. Padł nawet pomysł kupienia akwarium do domu i chodowania rybek. niby to w celach terapełtycznych żeby lulek był spokojny.
no teraz sobie siedze i popijam piwko.dzidzia śpi ,HazBond śpi tylko ja jak zwykle siedze.
ze względu na to że nigdzie się nie wybraliśmy.spędziliśmy ten weekend bardzo aktywnie.
W piątek HazBond miał wolne to też pojechaliśmy do aquaparku w Sopocie. Mała się tak rozkręciła że wyszliśmy po dwóch i pół godzinie ciągłego siedzenia w wodzie.
W sobotę jako że było święto i wszystko pozamykane, pojechaliśmy zwiedzać Gdańsk, Ale nie starówkę. Jako że nie znamy miasta jazda tramwajami pomaga na się go trochę nauczyć. poza tym jeżeli bedziemy kupować mieszkanie bedziemy znać troche wiecej dzielnic. wieczorkiem byliśmy pod brama stoczni i przy pomniku stoczniowców był ślicznie oświetlony ale niestety w aparacie siadły bateriie a w komórce ledwo zipał więc zdjecia są marniutkie.
W niedzielę to znaczy dzisiaj pojechaliśmy też do AQua Parku ale na krócej pani lulu tak szalała że głowa mała, sama juz pływa w kole ratunkowym, oczywiście jej nie odstepujemy na krok, nie boi sie jak na nia woda pryska, no i wogóle dzisiaj to już mało brakowało żeby ściany przestawiała. Dzisiaj czuła sie bardzo pewnie. Po basenie pojechaliśmy do Gdyni do Awarium czy Oceanarium które sie mieści przy skwerze Kościuszki. Rybki mi sie bardzo podobały, Lulkowi także nie wspomne o HazBondzie który jest zakochany w rybach. Padł nawet pomysł kupienia akwarium do domu i chodowania rybek. niby to w celach terapełtycznych żeby lulek był spokojny.
no teraz sobie siedze i popijam piwko.dzidzia śpi ,HazBond śpi tylko ja jak zwykle siedze.
Subskrybuj:
Posty (Atom)