jestem sama.
nie ma męża, Pani Lulu jest u dziadków, a ja samotna walczę z przeciwnościami losu.
rano samochód nie chciał jechać. znaczy siłki działał ale ręczny się zaciął i nie puszczał.
po konsultacji z Rodzinna Wyrocznia Samochodową ponowiłam próby ruszenia samochodu.
z rezultatem marrrnym a nawet strasznym bo spod maski poszedł dym i smród palonej instalacji.
po oględzinach na wyłączonym silniku i zbadaniu sprawy czy nie trza straży p.pożarowej otworzyłam maskę i trochę smrodu i dymu ale źródła brak. na wszelki wypadek w te pędy do mechanika. mechanik przekierował mnie na pomoc drogową. z miłym panem pomocy drogowej podjechałam do naszego autka. pan postukał młotkiem w - uwaga trudne słowa- tarcze hamulcowe i autko ruszyło z miejsca. pan zajrzał pod maskę obwąchał ale nic nie wywąchał. Pan zażyczył sobie za ta usługę 50 zł a ja zadowolona mogłam pojechać na zakupy.
w czasie zakupów odbyły się kolejne fachowe konsultacje z R.W.S.
po których zadecydowałam o odstawiweniu z rana autka do magika mechanika na kontrolny przegląd hamulcy co by mi w czasie drogi figli nie zrobiły.
tak więc jutro do pracy SKM i autobusik.
ps:
Bez Pani LULU jest mi strasznie smutno i dziwnie.Tak jakoś niespokojnie. Mam nadzieje, że czas szybko minie.
1 komentarz:
ooo wróciłaś! jak sie cieszę! no i jaki ładny nowy layout! :)
Prześlij komentarz